Co robimy po przekwitnięciu?Obcinamy łodyge, czy zostawiamy.Zawsze obcinałam(albo zrywałam do wazonu, wiec automatycznie byla obcieta) ale wolę się poradzić fachowców.Mysle, że dzieki obrywaniu cebula wytwarza nowe, małe.Czy mam racje?
Kwitnięcie to dla rośliny ogromny wysiłek. By w przyszłym roku znów kwitła tak jak w pierwszym roku to musi zregenerować straty i mieć czym powiększać cebulę oraz wytwarzać cebulki przybyszowe. Więc pęd należy zostawić do czasu aż sam zaschnie.
Oczywiście jak chcesz ścinać do wazonu to ścinaj z jak najmniejszą łodygą, by jak najwięcej liści pozostało na roślinie. Liście przecież syntezują potrzebnie substancje odżywcze. Z ziemi pobierane są składniki mineralne, woda, które przy pomocy energi słonecznej pobieranej przez chlorofil(występuje tylko w liściach i łodydze) w wyspecjalizowanych komórkach wszystko razem zostaje przekształcone w substancję organiczną i ta dopiero kierowana jest do cebuli celem odbudowy strat, a potem powiększania cebuli i gromadzenia zapasów na kolejny sezon.
mam problem z liliami;
od 6 lat sadzę lilie (wyłącznie azjatyckie) w skrzyniach na balkonie (grube drewno, wysokość 40 cm., skrzynia 80x40cm., w środku wyłożona styropianem i czarną folią, podziurkowaną) i co roku wiosną z niecierpliwością czekam na kiełki (lub całe kły!), "cała w nerwach" - czy te największe, najpiękniejsze znowu się pokażą?
I co roku okazuje się, że:
1) część tych największych "znikła" - nie wzeszły,
2) część "przewędrowała" i wypuszcza kiełek w najdziwniejszych miejscach,
3) tylko część rośnie "jak Pan Bóg przykazał", w tym samym miejscu, co w ub. roku.
Czy to jest normalne ich zachowanie? Teoretycznie lilie są wieloletnie, a praktycznie, z tych posadzonych 6 lat temu nie ma już ani jednej.
Oczywiście są dzieci, cała masa - ale z nimi to wiadomo, najpierw zero kwiatów, potem jeden, dwa kwiatki, a "mama" miała już po 10 - 12 kwiatów...
Skrzynia ma pewną niedogodność, niewielka ilość ziemi szybciej się nagrzega jak i szybciej oziębia. Jeśłi długo jest w miarę ciepło to lilie mogły podjąć wegetację (nie musiały skiełkować) i nadejście mrozu zniszczyło cebulę.
Masz rację, w ubiegłym roku i o ile pamiętam w poprzednim też, była długa, ciepła jesień - a balkon jest od południa i słońce napewno nagrzewa skrzynie...
Dzięki za wyjaśnienie - chyba nie wymyślę nic, żeby temu zapobiec...
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach