Wysłany: 16 Lipiec 2007, 14:06 Trawnik w kontekście psów
Czy ktoś ma jakiś pomysł na utrzymanie w dobrym stanie trawnika, z którego korzystają dwa niemałe psy? A konkretnie - dwie niemałe psie damy? Chodzi mi o żółte wyschnięte placki... W żaden sposób nie mogę sobie z nimi poradzić - na każdy "odrestaurowany" (wyskubany z suchego i zasiany od nowa) placek przypadają co najmniej dwa nowe, w różnej fazie usychania Najprostsze rozwiązanie - czyli wysadzanie psów wyłącznie poza domem - nie wchodzi w grę, niestety... Mam tego trawnika niewiele, boję się, że za chwilę nie zostanie z niego nic
Acha, ma ten trawnik kilka miesięcy raptem, zakładaliśmy go na wiosnę. Obsialiśmy trawą sportową, która pięknie rośnie (tam, gdzie może, oczywiście). Gdyby udało nam się pozbyć żółto-plackowego kłopotu, byłoby przecudnie...
Najprostsze rozwiązanie - czyli wysadzanie psów wyłącznie poza domem - nie wchodzi w grę, niestety...
A zrobić im psią toaletę? Chyba nie byłoby trudno je nauczyć że tylko w jednym miejscu wolno,.... miejsce wysypane piaskiem, łatwe do sprzątania.
Takie 'urządzenia' stosuje się na niektórych osiedlach....
Pies to nie kot, do kuwety nie pójdzie A tak na serio - miałam już taki pomysł, nawet spróbowałam wprowadzić go w życie. Niestety - nie działa Znaczy, działa - aż za dobrze działa. Korzystały z psiej toalety wszystkie okoliczne koty, co wcale nie było zabawne. Moje psy mają własnego kota, więc innych też nie gonią - i okoliczne koty zupełnie się ich nie boją
Wiesz, o ile sprzątanie po własnych zwierzętach zupełnie mi nie przeszkadza (toaleta czy nie, i tak przecież muszę sprzątać, jeśli uda im się nabrudzić w ogrodzie), to rola toillet-lady dla okolicznej kociarni, czasem bezpańskiej, mało mi odpowiada. I to nie tylko o estetykę przedsięwzięcia chodzi, czy jej brak raczej, ale przede wszystkim o to, że mi te koty żadnych kwitów szczepień nie pokazywały... Od kota-włóczęgi różne dziwne rzeczy można złapać
Zdaje się, że masz problem i nikt tutaj nie jest w stanie Ci pomóc.
Masz dwa rozwiązania:
- wyprowadzać pieski w odpowiednie miejsca poza trawnik albo
- pogodzić się z tym , że psy sikając na trawnik zniszczą go.
Posiadanie psa jest wielkim obowiązkiem właściciela, a jesli ma się kilka psów to ten obowiązek jest jeszcze większy. Poza tym z tego co wiem psy uwielbiają spacery , dlatego te ktore mieszkają w blokach są w duzo lepszej sytuacji ,ponieważ systematycznie są prowadzane na spacery . A te które siedzą w ogrodzie widzą świat tylko do ogordzenia i są bardzo nieszczęśliwe z tego powodu....
miałam ten sam problem w "mamyimoim" ogrodzie. Pies niszczył nasze dzieło podlewając to i owo oraz podgryzając co ładniejsze drzewka, oddzieliłam go od ogrodu "budując" bramki z pergolowych cześci. Jak mawia znajomy ogrodnik: gdzie pies, tam nie ma ogrodu. Niestety
A te które siedzą w ogrodzie widzą świat tylko do ogordzenia i są bardzo nieszczęśliwe z tego powodu....
Moje psy SĄ wyprowadzane na spacery Codziennie. Właśnie po to, żeby mogły z bliska popatrzyć na świat. Niestety, mieszkam w takiej okolicy, gdzie z trawiastych miejsc mam pod ręką wyłącznie frontowe ogródki domów - nieogrodzone, ponieważ tutaj nie ma takiego zwyczaju. Nie jestem świnia - psy są moje, więc uważam, że problem też jest mój i jeśli już mają jakąś trawę niszczyć, to niech to będzie moja trawa. Dlatego na spacerki jeździmy nad wodę, ale - niestety - mogę sobie na taki długi spacer pozwolić raz dziennie, a to nie rozwiązuje problemu w ogrodzie
Słyszałam gdzieś, albo tak mi się wydaje, że słyszałam, że są jakieś preparaty, które troszkę chronią trawę, tylko teraz nie mam pojęcia, czy chodziło o neutralizację amoniaku czy podniesienie odporności trawy w jakiś sposób. Myślałam, że może tutaj na forum ktoś coś będzie wiedział.
Poza trawnikiem dziewczyny nie niszczą niczego - kiedy krótko po przeprowadzce ogród wyglądał jak siedem nieszczęść i był zupełnie zaniedbany, kopały namiętnie dołki - ale odkąd trochę toto zagospodarowałam, wyrównałam i obsiałam - nie niszczą absolutnie niczego. Mają zresztą swoją własną śnieguliczkę (przechodzony, na pół uschnięty egzemplarz przesadzony od sąsiada, którą mogą maltretować, gdyby już koiecznie musiały coś zbroić
Zupełnie nie zgadzam się z panem ogrodnikiem, który twierdzi, że tam, gdzie jest pies, tam nie ma ogrodu. Powinien wybrać się do ogrodu mojej mamy, w którym na codzień również "grasują" dwa goldeny. U niej nawet problemu z trawnikiem nie ma, ale to już kwestia powierzchni, jaką suczydła mają do dyspozycji.
Natomiast co do podsikiwania drzew i krzaczków - to też nie musi być problem. Kiedy mieszkałąm jeszcze z rodzicami, miałam kiedyś, w drodze wyjątku, psa a nie sukę. Został po prostu nauczony, że w ogrodzie nie siusia się z podniesioną nogą - nauka wcale nie zajęła dużo czasu
Ja mam owczarka niemieckiego Początkowo lały się łzy kiedy był mały i niszczył mi ogród. W tej chwili nauczyłam go, że nie wolno załatwiać się w ogrodzie tylko w miejscu wyznaczonym i nie wolno niszczyć kwiatów. Troszkę mi to czasu zajęło ale jakie efekty Po prostu przeganiałam go z ogrodu kiedy chciał sie załatwiać i pokazywałam mu gdzie może! I się nauczył!!!
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach