Czy ktoś rozmnażał psiankę rantonetta (szafirową burzę) przez sadzonki pędowe ?
Trudno się to przyjmuje czy raczej łatwo ?
Mam szanse ukorzenić ją w wodzie ? czy tylko torf z piaskiem i ukorzeniacz pozostaje ?
I kiedy najlepiej byłoby to zrobić, można już teraz ?
Kupiłam ją wczoraj, ma kilka cieniutkich pędów o wyskości ok. 30 cm. Marzy mi się, by - jak już ta sadzonka z niej się przyjmie - wyprowadzić roślinę na pniu, taką podobną do drzewka.
Może musi być odpowiednia pora roku? Nie wiem...Ja jesienią po obcięciu psianki przed wyniesieniem do piwnicy wsadziłam te obcięte końce do ziemi/ najpierw do ukorzeniacza/, do foliowego woreczka i na parapet. Podlewałam , wietrzyłam i do czasu widocznego przyrostu trzymałam w tej folii. Potem stopniowe otwieranie na dłużej , aż do zupełnego wyjęcia z folii. w tej chwili zabiera sie do kwitnienia...
Sadzonka jest w białej doniczce obok dużej psianki
A duże pobierałaś te sadzonki ? moja ma 2 pary liści, razem ok. 7cm długości
Rozumiem, że roślina macierzysta zimowała w chłodniejszym pomieszczeniu, a te sadzonki (jak już się przyjęły) też wyniosłaś do chłodu, czy one spędzały zimę w temp. pokojowej ?
Wysłany: 9 Sierpień 2007, 10:19 a jednak porażka :-(
Heh, no i kolejna, już czwarta próba ukorzenienia nie powiodła się...
Robię wszystko tak jak pisała Ela i Zoe, i nic mi nie wychodzi...
Ostatnia, chyba najsilniejsza sadzonka, trzymała się prawie 2 m-ce (już myślałam, że w końcu się udało), aż pewnego dnia nagle zwiędła i więcej się nie podniosła. Kiedy przed wyrzuceniem wyjęłam ją z podłoża, okazało się, że wcale nie ma korzeni.
Nie mam pojęcia, jaka może być przyczyna tych niepowodzeń. Ostatnio zaczęłam stawiać na zły stan rośliny macierzystej, z której brałam sadzonki. Mimo oprysków (kilka różnych insektycydów i fungicyd) jej liście nadal żółkną, dostają drobiutkich czarnych kropeczek i odpadają. Aktualnie doszło już do tego, że prawie nie ma liści, a kwiat tylko jeden. Wygląda prawdziwie jak po burzy, szkoda, że nie szafirowej...
Poddaję się. Przynajmniej do czasu nabycia nowej rośliny macierzystej...
Czytałam w innych wątkach, że są na forum osoby planujące rozmożyć szafirową burzę. Mam prośbę, opiszcie jak Wam poszło, czy się udało ?
Przycięłam moje psianki chyba w lipcu- stoja patyczki w doniczce na polu- nawet nie okryte folią. Potem zobaczę jak wyglądają- ani razu do nich nie "kukałam"... Nie trzeba co chwilę sprawdzać, bo one długo się przyjmuję. Napiszę co tam mi wyszło.
To moje roślinki- wetknęłam w ziemię kilka odciętych patyczków, stały na polu w zacisznym miejscu, w cieniu/ no czasem kapkę zajrzało słonko/, i widać już, że puszczają nowe listki. Ot, tak sobie "w międzyczasie "rosną.
Nie wygląda to może zbyt efektownie- ale jak więcej listków wypuści to przesadzę do ładnej doniczki- i można będzie robić fotki
/ Ziemia zmieszana z piaskiem /
We wrześniowym numerze "Twojego ogrodnika" jest artykuł o ukorzenianiu sadzonek szafirowej burzy.
Co ciekawe, podano tam jeszcze troszkę inny sposob niż dotychczas w tym wątku - mianowicie trzeba odciąć z góry całą część zieloną, jeszcze niezdrewniałą, a do ukorzeniania przeznaczyć tylko dolny, półzdrewniały fragment pędu, na którym pozostawia się zaledwie jedną parę liści.
Heh, tylko że w ten sposób otrzymujemy sadzonkę z odciętym wierzchołkiem wzrostu... a co mają powiedzieć ci, którzy chcieliby prowadzić ją na drzewko o pojedynczym, w miarę wysokim pniu...
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach