A ja Wam powiem, że już mam mieszane uczucia co do "cud przepisów" na uprawę czegokolwiek. Mam wrażenie że każda roślina - co więcej: każda roslina z jendnej matecznej może bardzo różnie reagować.
Swoją carnosę dostałam 1,5 roku temu od bratowej jako jeden pęd kilkudziesięcio cm. Ukorzeniła się, rosła sobie spokojnie. Po przeprowadzce postawiłam ją na szafce ze 2 metry od zachodniego okna (generalnie jasno). No i sobie stała jak zaklęta - zwalałam na przeprowadzkę. Jakiś czas temu egz. teścia ściągnęlam z wysokiej szafy (bo mi się jej szkoda zrobiło) przesadziłam i znalazłam jej miesce na zachodnik oknie - przez 2-3 tygodnie puściła spore kilkanaście liści - idą jeden za drugim.
No i stwierdziłam że moją też postawię na parapet - po krotkich kilku dniach liście już zaczynają rosnąć!
A niby wszędzie piszą że bez dużej ilości słońca też rośnie ale np. nie kwitnie...
A na dodatek powiem Wam, że mateczna hoja mojej bratowej rośnie powieszona pod sufitem we wnęce - niby przy oknie ale w gąszczu innych roślin i okno ma dosyć ciężkie kotary - na bank ma znacznie ciemniej niż moja miała na szafce - oczywiście jej rośnie i kwitnie jak głupia!
Czyli nie ma zasady. Jedyna chyba słuszna zasada - jak coś nie rośnie/nie kwitnie a jest zdrowe (bez oznak chorobowych) to trzeba po jakimś czasie sprawdzać w innych miejscach i tyle. W końcu któreś powinno podpasować.
Ja teraz świętuję że moja po kilku miesiącach (!) stagnacji ruszyła od razu po postawieniu na parapet.
Z moją hoyą było tak,wyczytałam w mądrej książce że lubi kiedy jej pędy zwisają w dół więc wstawiłam do doniczki wysoko w oknie,tak sobie rosła ładne kilka lat aż zakryła mi całą połowę okna,słońce miała tylko w godz.14-18 nie raz i nie dwa miała popalone pojedyncze listki,do mycia raz w miesiącu zdejmowałam i do wanny,zajmowała ją całą bo pędy były długości 3-4m.któregoś pięknego dnia doniczka pękła i spadła na podłogę,obdzieliłam całą rodzinę pędami resztę owinęłam wkoło słupka założyłam żaluzje moja chimera stanęła, ani pędy ani kwiaty tak było ostatnie dwa lata dopiero teraz widzę że puszcza nowe ale stoi na parapecie i kręcę nią na wszystkie strony.Wniosek-odkąd mam żaluzje nie kwitnie.
Przestawiłam moja carnose w ostateczne miejsce- na parapet (udało mi się upchnąć storczyki i znaleźć dla niej miejsce) Mam nadzieję ze zacznie rosnąć jeszcze w tym roku. A jak to jest z Waszymy carnosami rosną jeszcze czy raczej trzeba poczekać z szybszym tempem do wiosny
Wyczytałam, że h. Cornosa jest najłatwiejszą hoją. Coś w tym jest, choć pierwszą cornosę, otrzymaną od siostry, zmarnowałam. W porę jej smętne resztki pocięłam na kawałki i tak się zaczęło. Nowe mieszkanie i więcej światła a hoja ruszyła z kopyta. Pleniła się jak chwast! Obdzieliłam nią całą rodzinę i koleżanki. Mam ją w Gdańsku i w Poznaniu. Raz dawałam się jej piąć do góry, raz zwieszać w dół... Raz zawijałam w obręcz, raz w okół pałąka kosza, w którym stała doniczka. I wówczas to zakwitła tak obficie, że nie dało się przy niej spać. Po przekwitnięciu nie prezentowała się najokazalej, więc ją pocięłam. Mści się teraz – w trzech doniczkach buja liśćmi, ale daleko jej do kwitnięcia... Zawsze jednak trzymałam ją w zwykłej uniwersalnej ziemi i podlewałam kranówką... Teraz, dzięki Wam i Forum, zaraziłam się hojomanią i pielęgnuję, jak najlepiej potrafię, osiem nowych nabytków... Kolejny dziewiąty w drodze (kerii).
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach