Od wielu już dni zastanawiam się czy mam kolejną obsesję czy też mogę szumnie nazywać się hodowcą-hobbystą.
Dla przykładu, wchodząc pierwszy raz do nowego pomieszczenia, robię kontrolny look na stojącą tam roślinność. Za drugi razem zastanawiam się czy uszczknięte gałązki ukorzenią się. Siedząc w pracy wpatruję się w doniczkę i zachodzę w głowę czy, wyniesienie rozmnóżki będzie uznane za kradzież czy też nie (w końcu nie wynoszę całej roślinki, z doniczką podstawką i serwetką na której stoi, tylko kawałeczek, przyczyniając się do ekspansji kwiatka na nowe tereny, a więc walnie mu się przysługuję ) Jadąc autobusem skupiam się na parapetach okien mijanych domów, w celu wnikliwej obserwacji zielonych okazów. Jedząc owoc myślę jakiej skaryfikacji muszę poddać nasionko by otrzymać siewkę. Doszło już do tego, że zaczynam oceniać ludzi na podstawie roślin, które hodują. I na samym końcu listy dodam, że przemalowałam sypialnię na zielono, tłumacząc że to taki kojący kolor.
Czy ktoś ma podobne objawy?
a jakże! wszędzie zielone i wszędzie pod kątem dokonania szczepki bądź zakupu (nawet na poczcie...)
plan robienia zakupów i załatwiania spraw na mieście oczywiście pod kątem mijanych kwiaciarni... cała rodzina wie jakich prezentów oczekuję
z sypialnią kjeszcze nie szalałam
Ja również potwierdzam opisane objawy z wyjątkiem ścian - ja pomalowałam na żółto żeby "dosłoneczniać" kwiaty Pozdrawiam
_________________ "...widzieć pare bobrów, przytulonych nad potokiem,
nie zabijać ich więcej, cieszyc się widokiem,
nie wyjadać ich wnętrzności, nie wchodzic w ich skórę,
w porę zwalczyć instynkt łowcy, wtopić w naturę..."
Podczas prowadzenia samochodu niestety w oknach słabo kwiatki widać... Ale np. w pracy, slyszałam jak ktoś tłumaczył jak do mojego stanowiska trafić (mamy openspace, czyli otwartą przestrzeń na pietrze): Wchodzisz na 17te, przez pierwsze drzwi i tam gdzie jest gąszcz kwiatów na oknach i szafkach, tam znajdziesz Astrid
Ja odbiegnę od tematu zieloności, ale pozostanę przy obsesji. Gdy byłam dzieckiem, miałam okropne świecowe kredki. Razem z dziadziusiem obsesyjnie rysowałam niebo, tłumacząc, że tylko niebieska kredka mi się podoba. Potem, gdy ktoś mnie pytał o ulubione barwy nigdy nie wymieniałam niebieskiego, bo wydawało mi się, że to barwa zbyt dla mnie "opatrzona". Także teraz zapytana o ulubiony kolor nie wspominam o niebieskim (lubię zielony i fiolet). A jednak... Pewnego dnia zastanowiłam się nieco, bo okazało się, że 90% mojej garderoby ma kolor niebieski, mam wyłącznie niebieskawe cienie do powiek, niebieskie kafelki w łazience i ... wszystkie kosmetyki w niebieskich opakowaniach. Upiększam się niebieskimi kremami, perfumami, dezodorantami, mam niebieskie gąbki, niebieski dywan w łazience. Niebieską szczoteczkę do zębów też mam, a w tej chwili odziana jestem w niebieskie piżamki i niebieski sweterek, piję kawę z kubka przedstawiającego niebieskiego kota (kupiłam go na długo przed tym, zanim PRAWDZIWY niebieski kot ze mną zamieszkał), opieram nogi o niebieski dywanik królika i spoglądam na niebieskiego kociaka spoczywającego na niebieskim drapaku. Z wakacji mój mąż przywiózł prezent ode mnie - niebieską bluzę Naśmieszniejsze jest, że kupowałam te wszystkie przedmioty zupełnie bezwiednie. Pewna byłam zwłaszcza faktu, że kosmetyki dobieram zgodnie z potrzebami, a nie z kolorem. Jedynie kota kupiłam z pełną świadomością tego, co czynię, zakochana w odcieniu jego futerka
Co do obserwacji "obcych" - wchodząc do czyjegoś mieszkania zwracam uwagę od razu na to, czy ma on książki, i - to jest zgubny nałóg. Nawet gdy wita mnie zupełnie obca osoba, a wizyta ma charakter oficjalny, ja zatracam się kompletnie myszkując wzrokiem po tytułach No i bywa, że na powitania odpowiadam mało inteligentnie lub zgoła nie odzywam się wcale Po remoncie zaś, gdy pierwszy raz w życiu samodzielnie kładliśmy z mężem panele, obsesyjnie przyglądałam się, czy inni ludzie mają je równo położone. Chodząc do pacjentów czy na indywidualne lekcje z mety oceniałam, ile dana rodzina ma szpar między deskami.
_________________ Jestem tylko lisem, podobnym do tysięcy innych lisów. Lecz jeśli mnie oswoisz, będziemy się nawzajem potrzebować. Będziesz dla mnie jedyny na świecie. I ja będę dla Ciebie jedyny na świecie...
http://picasaweb.google.pl/Szarania/Kotek
Pozdrawiam.
Możesz mnie spokojnie zapraszać na kawę Myślę jednak, że dyskretnej lustracji nie unikniesz Pisząc "deski" miałam na myśli nie tyle prawdziwe deski, co deski "panelowe". Tylko między takimi bywają szpary. Jeśli masz prawdziwą deskę - moje krytyczne oko na pewno spojrzy łaskawie
_________________ Jestem tylko lisem, podobnym do tysięcy innych lisów. Lecz jeśli mnie oswoisz, będziemy się nawzajem potrzebować. Będziesz dla mnie jedyny na świecie. I ja będę dla Ciebie jedyny na świecie...
http://picasaweb.google.pl/Szarania/Kotek
Pozdrawiam.
Podłoga jest na max zalakierowana, bo ja nie lubie sobie utrudniac zycia (sprzątanie!).
Nie sądzę żebyś u mnie miała czas i ochotę oglądac deski... Ja tego nie widzę ale ponoć zwraca uwagę liczba kwiatów w domu O żyrafach nie wspomne
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach