nie wiem czemu właśnie kerii jest taka co trenuje cierpliwość...
Oj trenuje!
Gdy przyszła moja kerrii od Paula była dużą, ciętą sadzonką (koleżanka sprowadziła ukorzenioną). Koleżanki roślina stała w miejscu chyba z rok, potem nieśmiało zaczęła puszczać. Będąc osobą zapobiegliwą podzieliłam ja na 2, aby nie zostać bez niczego w razie, jak jedna sie nie ukorzeni, a był to październik! Ukorzeniły sie obie, jednak sadzonka z wierzchołkiem wzrostu wcale nie rosła, także wiosną Jakby sie obraziła, że jej nogi odcięłam
Jednak dolna część ruszyła wiosną z kopyta, i puściła nowy stożek wzrostu. Nawet szybko na gołym pędzie zaczęły pojawiać się nowe liście. Niestety kłopoty zaczęły się, gdy znajomi wyprosili ode mnie sadzonkę. Po jej przycięciu roślina STAŁA w miejscu 2 lata
Roślina z pierwotnym stożkiem wzrostu (góra pędu od Paula) w ogóle nie ruszyła, chociaż miała identyczne warunki glebowo-świetlno-termiczne i po 2 latach padła
Niestety popełniłam w tym roku ten sam błąd drugi raz, ale jak widać na zdjęciu roślina była dla mnie bardziej łaskawa Teraz zostawię ją w spokoju i pozwolę porosnąć, gdyż chcę, aby zakwitła!
Co do kerrii to chyba ona lepiej rośnie z sadzonek bez stożka wzrostu- ze środkowej części pędu, wtedy, kiedy musi wypościć nowy. Takie są moje spostrzeżenia, ale może sprawdzę to jeszcze wiosną na H. kerrii 'Variegata' i paskuda zacznie mi wreszcie jakoś rosnąć! Inaczej to chyba prędzej babcią zostanę niż doczekam się u niej kwiatów!
Kiedy tak czytam, co piszecie, przychodzi mi na myśl, że chyba miałam dużo szczęścia, bo najprawdopodobniej udało mi się 'wstrzelić' w ten czas, kiedy zaczęła rosnąć. Już w drugim tygodniu od jej zakupu pojawił się boczny pęd, a na nim malutki listek.
To, jak dotąd, jedyna hoja, która coś u mnie wypuściła...
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach