Obejrzyj sobie. Obejrzyj. I pamiętaj - sama mieszkam niemal na wsi, wiec wiem - NIE BĘDZIE drugiego, nie tak prędko.
_________________ Jestem tylko lisem, podobnym do tysięcy innych lisów. Lecz jeśli mnie oswoisz, będziemy się nawzajem potrzebować. Będziesz dla mnie jedyny na świecie. I ja będę dla Ciebie jedyny na świecie...
http://picasaweb.google.pl/Szarania/Kotek
Pozdrawiam.
To może mi napisz jeszcze, jak przekonać męża do posiadania kota?????
Bardzo prosto, w Twoim wypadku
Mąz lubi psiaki, prawda? No. To mu tłumaczysz, że pies będzie sam nieszczęśliwy w mieszkaniu, kiedy Wy siedzicie w pracy A potem mu mówisz, że są takie koty, które mają bardzo psi charakter i pokazujesz main-coona na jakimś ładnym obrazku. Jak nie pęknie, to jest zatwardzialec jakiś No, a potem przynosisz kotka, "prawdziwego main-coona" (tylko kotek musi być jeszcze dosyć mały), a jeszcze potem, kiedy mąż się zorientuje że Waszego kota z main-coonem łączy tylko nazwa gatunkowa, jest już za późno, bo już wpadł i już jest zakochany
Teraz tak. Sposób jest sprawdzony do momentu, w którym przynosisz kota... U mnie zadziałał perfekcyjnie Na to, co później, to gwarancji nie dam, bo ja faktycznie przyniosłam do domu main-coony...
Problem jest jeden - zasadniczy. Pies z nami nie mieszka. Pomieszkuje. Czasami. Mój mąż bardzo chce psa, ale to z różnych względów chwilowo utrudnione. Koty lubi z daleka. Nie chce mieć kota w domu i basta. Kot jest pierwsza sprawą jakiej mi kategorycznie odmówił po 10 latach bycia razem, więc i "pojeździć mu po sumieniu" za bardzo nie mogę. Odpadają argumenty typu: ty nigdy,,, ty zawsze,,, ty stale,,, Poza tym, ja w życiu nie spotkałam się z main-coonem. Pojęcia nie mam, kto zacz Ponadto, obawiam się, że jakoś odbiegłyśmy od tematu chińskiej róży... Chociaż - mój mąż argumentuje, że mi kotek wszystkie chińskie róże i inne kwiatuszki poniszczy Kasia już mi dała parę cennych rad, które jeszcze zastosuję, ale obawiam się, że moge ponieść klęskę... Może w kawiarence w wątku o zwierzątkach, wyjasnisz mi co to ten maincoon??
_________________ Jestem tylko lisem, podobnym do tysięcy innych lisów. Lecz jeśli mnie oswoisz, będziemy się nawzajem potrzebować. Będziesz dla mnie jedyny na świecie. I ja będę dla Ciebie jedyny na świecie...
http://picasaweb.google.pl/Szarania/Kotek
Pozdrawiam.
Ale ten wątek prężnie sie rozwija Jak pisałem wczoraj, tak zrobiłem dziś. Poszedłem do 4 "wiejskich kwiaciarń" i hibiskus był tylko w jednej miał pojedyncze, pomarańczowe kwiaty i był bardzo rozrośnięty. Kosztował 32 zł. Nie kupiłem, bo, po pierwsze: wole pełne, po drugie: był za duży (pomyślałem, że może uda się gdzieś kupić mniejszego i tańszego). I tak dzisiejszy plany zakupienia chińskiej róży spełzł na niczym (za to kupiłem 2 cebulki pełnego, fioletowo-różowego zimowita odbiłem sobie, a co!).
No więc poszłam do kwiaciarni przy gs'ie.
Były dwa. Takiego samego rozmiaru czyli duże (jakieś 40cm wysokości i tyle samo na szerokość), jeden z rozwiniętym pąkiem, drugi jeszcze nie, prawdopodobnie tego samego koloru. Wybrałam tego, który już kwitł. Odmiana chyba najpospolitsza z możliwych.
Obok nich stała kremowa gardenia, ale tego etapu jeszcze nie przerabiam...
Oto on:
Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie to, że roślina wymaga reanimacji.
Zauważyłam to już w kwiaciarni, ale skoro przyszłam tam dziś już drugi raz, to mimo wszystko go kupiłam.
I tu bym prosiła o diagnozę i poradę...
Oto objawy:
(zdecydowanie lepiej widać po kliknięciu i powiększeniu miniaturki; przepraszam, ale lepszych nie dałam rady wydusić z aparatu)
zdjęcie 1 - na spodniej stronie liści jest jakby poprzyklejane takie płaskie, białe, przeźroczyste "coś" w dość dużej ilości, schodzi po zdrapaniu paznokciem
2 - obok tego co powyżej jest też drugi rodzaj, lekko pomarańczowe, obłe, nieprzylegające tak jak te poprzednie, w zdecydowanie mniejszej ilości
3 i 4 - na wierzchniej stronie liści widać brązowy nalot
4 - tu trochę widać żółte cętki na liściach. Część liści jest właśnie tak żółto-jasnozielonkawo nakrapiana.
5 - pod spodem liści jest podobny nalot jak na wierzchu tylko czarny i w kulistych skupieniach
6 - a tu na nierozwiniętym pąku jakieś pomarańczowe małe dziadostwa
Aha, zapomniałam jeszcze dodać, że w doniczkę przy brzegach wbite były 2 drewniane patyczki, podobne do tych, którymi podpiera się pędy kwiatowe falków. Do patyczków przypięte były klamerką niektóre pędy hibiskusa. Wydaje mi się, że to chyba taki trik, żeby go trochę ścisnąć, by nie wyglądał na aż takiego wielkoluda. Wyjęłam te patyczki, bo jakoś mi nie pasowały, patrzę, a one są obrośnięte takim białym nalotem podobnym do kolonii pleśni na starym, wilgotnym chlebie...
Gdyby nie to, że akurat mamy burzę, zaraz poleciałabym go czymś pryskać...
Mam w domu: Karate, Mospilan, Actellic, Talstar, Nissorun, Amistar i Nimrod. Zastanawiałam się nad Karate i Amistarem na początek.
Boję się, że mi naprzechodzi dziadostwa na resztę kwiatków domowych.
I jaki z tego morał... Nie miała baba kłopotu, kupiła sobie hibiskusa...
Ale nie żałuję, fajny jest...
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach