Ja dotychczas wyhodowałam sobie z liścia 3 skrętniki (z GB, szmugielek w drugą stronę ) i z nimi było tak - siedziały w jednej doniczce ok.8 cm od lipca ub.r. do końca zimy, potem poszły (ciągle razem) do doniczki 10 cm i w tej doniczce są do tej pory.
Ładnie rosną i kwitną, a rozsadzenie do osobnych doniczek planuję dopiero na przyszłą wiosnę.
JeyDee - nie miałam pojęcia, że one tyle powinny siedzieć razem Kurcze, ja chyba wczoraj unicestwiłam swoje... Dostałam końcem maja listka od teścia, żeby mu ukorzenić. Nigdy wcześniej nie rozmnażałam skrętników, ale jako dobra synowa chciałam się wykazać. Posadziłam 'lege artis' i o dziwo się udało, tylko że wyrastały tak stopniowo, tzn. kiedy pierwszy potomny liść był już dość duży zaczynał wyrastać nowy, a kiedy ten drugi podrósł, to znowu pojawiał się malutki trzeci itd. Z początkiem sierpnia najstarszy liść wypuścił pęd kwiatowy. No ale zwlekałam z rozsadzaniem, licząc na to, że wyrośnie jeszcze więcej potomków. Wczoraj patrzę, a ten pęd kwiatowy ma już kilkanaście cm. Wzięłam się za rozdzielanie. I tu zaczął się problem, bo po wyjęciu z doniczki okazało się, że ziemia jest totalnie poprzerastana korzeniami, no i jak tu poprzydzielać te korzenie do poszczególnych listków... A za chwilę nowy problem, bo liście okazały się być zrośnięte z tym fragmentem macierzystym i jak chciałam je od niego oddzielić urywały się im te delikatne nitkowate korzonki... Porażka...
Wyprodukowałam mimo tego 6 sadzonek, ale dziś ich liście klapły. Ponakrywałam słoikami, ale czarno to widzę...
Ja się chyba nie nadaję do skrętnikow... załatwiłam im korzenie...
p.s. może wydzielimy z fiołkowego wątku nowy temat o skrętnikach ?
Z rozmnażania skrętników jestem dumna niesłychanie, więc wam opowiem .
Pocięłam liść w poprzek na kawałki 3-4 cm (trzeba uważać, żeby nie wsadzić do ziemi kawałka do góry nogami, ale to nie problem bo skrętnik ma bardzo wyraźne nerwy na spodzie liścia), po czym każdy kawałek wsadziłam do osobnej torfowej doniczki. Użyłam tych najmniejszych (bodajże 5 cm średnicy). Wstawiłam całe towarzystwo (z 1 liścia wychodzi kilka sadzonek) do mnożarki i starałam się nie znieść jaja dopóki się nie ukorzenią. Trwało to długo, bo skrętniki nie widzały powodu do pośpiechu, ale w końcu coś z tego wyrosło. Trzymałam je w mnożarce naprawdę długo - te z zeszłego lata siedziały gdzieś do końca lutego. Teraz mam następne (też pocięte w lipcu - tak się złożyło) i na razie "końca nie widać" .
Ta mnożarka, której używam pochodzi z Obi - plastikowe korytko z przezroczystą pokrywą - ale myślę, że równie dobrze nada się plastikowa taca + 4 patyczki + worek foliowy. Chodzi o to, że one bardzo łatwo gniją, więc bezpośrednio po wsadzeniu nie podlewam, a potem (kiedy podłoże przeschnie) psikam spryskiwaczem. Profilaktycznie ze 2 pierwsze "psiki" robię z roztworu jakiegoś antygrzyba.
Posty nam się krzyżują - wszystkie piszemy na raz , a niektórym się w tym czasie ciasto przypala .
Moje siedziały w tej klatce tak długo, bo cały czas były malutkie, a malutkie były pewnie dlatego, że przyszła jesień i nie miały powodu do rośnięcia .
Lilu, twoja duszyczka i tak kroczy złą drogą , a link do skrętników jest ten sam .
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach