Mój skrzydłokwiat wygląda i rośnie ładnie, ale - jak ktoś wspomniał w innym wątku - pozieleniały mu kwiaty. Jeśli to prawda, że on w ten sposób przekwita, to mam pytanko - co z tymi przekwitniętymi kwiatami robić?? Czekać aż same opadną? uszczknąć razem z tą długą łodyżką?? Poradźcie proszę.
_________________ Jestem tylko lisem, podobnym do tysięcy innych lisów. Lecz jeśli mnie oswoisz, będziemy się nawzajem potrzebować. Będziesz dla mnie jedyny na świecie. I ja będę dla Ciebie jedyny na świecie...
http://picasaweb.google.pl/Szarania/Kotek
Pozdrawiam.
Acha. Dziękuję ogromnie. Za przyłączenie się do życzeń rocznicowych - także
_________________ Jestem tylko lisem, podobnym do tysięcy innych lisów. Lecz jeśli mnie oswoisz, będziemy się nawzajem potrzebować. Będziesz dla mnie jedyny na świecie. I ja będę dla Ciebie jedyny na świecie...
http://picasaweb.google.pl/Szarania/Kotek
Pozdrawiam.
Dziś moja współlokatorka przy wyprowadzaniu się z "naszego studenckiego mieszkania" podrzuciła mi na wychowanie swojego skrzydłokwiata. Był w stanie bardzo opłakanym. Kupa zaschniętych liści, doniczka bez dziury w dnie wypełniona ziemią do połowy, korzenie na wierzchu, a w dodatku zaczęły obok niego wyrastać jakieś chwasty. Pierwsze co zrobiłam to od razu poleciałam go przesadzić. I z życiu nie zgadniecie, co przy okazji wykonywania tej czynności znalazłam zakopane w resztkach ziemi w czeluściach korzeni.... PETY PO PAPIEROSACH!!! Biedny ten kwiatek był pod jej "opieką". Teraz już jakoś wygląda. Zmieniłam ziemię na świeżuteńką, pourywałam suche badyle, które kiedyś były liśćmi oraz chwasty. Dostał też nową doniczkę. Mam nadzieję, że odwdzięczy mi się za to kwitnieniem.
Kochani, dziś ostatni dzień roku szkolnego. Z tej okazji pozwoliłam sobie... ukraść skrzydłokwiata. Tak, tak. Przykuł mój wzrok podczas apelu, a ponieważ miałam polecenie, by po owej uroczystości posprzątać dekoracje, więc... A tak poważnie - zabrałam roślinkę, bo przez dwa miesiące bez opieki niechybnie by umarła, wyglądała bowiem następująco: na spodzie doniczki miała może kilka centymetrów ziemi, zalanej na nic, liście pożółkłe, korzenie zaś zbite w masę tak ścisłą, że jakiekolwiek rozdzielanie ich nie wchodziło w grę zupełnie. Doniczka straszliwie mała. Roślina - jak się okazało - składała się z czterech młodszych. Ponieważ nie miałam donicy tak potężnej, by wszystkie się w niej zmieściły, a korzeni rozplątać się nie dało - poprzecinałam je. Rozsadziłam następnie kwiata do czterech (!) dość dużych donic, zrobiłam prysznic i odstawiłam. Teraz martwię się tym przecięciem. Czy rozsadzając kwiaty, korzenie koniecznie trzeba rozplątać?? Czy jest szansa, że rośliny z pociętą bryłą korzeniową zregenerują się?? Czy mogę liczyć na to, że gdy roślina się wzmocni, listki znów odzyskają barwę?
Ps. I jeszcze małe pytanko zupełnie nie na temat - do jakiego podłoża przesadzić jukę?
_________________ Jestem tylko lisem, podobnym do tysięcy innych lisów. Lecz jeśli mnie oswoisz, będziemy się nawzajem potrzebować. Będziesz dla mnie jedyny na świecie. I ja będę dla Ciebie jedyny na świecie...
http://picasaweb.google.pl/Szarania/Kotek
Pozdrawiam.
Dziś rankiem zauważyłam pierwsze efekty - wszystkie listki podniosły się. O dziwo, zareagowały tak rosliny, które ustawiłam na mocno rankiem nasłonecznionym parapecie (brak zacienionego miejsca dla czterech dużych donic). Nie podniosła się roślnka miejsca zacienionego. Cóż, zaczynam być dobrej myśli, martwi mnie jedynie ten jasnożółty kolor liści. Pokrój moich oklapłych podopiecznych zaczyna być bez zarzutu. Chciałabym aby jeszcze nabrały żywszej barwy. Jak usunę pożółkłe liście - nic nie zostanie z roślin.
_________________ Jestem tylko lisem, podobnym do tysięcy innych lisów. Lecz jeśli mnie oswoisz, będziemy się nawzajem potrzebować. Będziesz dla mnie jedyny na świecie. I ja będę dla Ciebie jedyny na świecie...
http://picasaweb.google.pl/Szarania/Kotek
Pozdrawiam.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach