dwóch facetów siedzi na ławeczce pod blokiem i jara jointy..
-widzisz ten blok przed nami?
-widzę
-tu mieszkam, a widzisz okna na czwartym piętrze?
-widzę
-to moje okna, a widzisz tę piękną, naga kobietę w oknie?
-widzę
-to moja żona, a widzisz tego przystojnego faceta za nią?
-widzę
-to ja...
Było to za czasów mojego gimnazjum , pierwsza lub druga klasa, ale na pewno nie trzecia.
Popsuła nam się pralka, matka biadoli , że prania kupa , nie może zrobić , trzeba coś zrobić, no to ojciec bohater stwierdza:"Majstra wzywać!!!"
No i wezwali tego majstra, był wieczór, majster -specjalista od pralek przyjechał , ale nie sam..., lecz wziął ze sobą pomocnika, haaa ale za to jakiego...
Otóż ten pomocnik, był dziabnięty (czytaj lekko podpity), ale nie w takim stopniu,że się chwiał czy jak , tylko widać było po gębie i wzroku i orientacji jako tako ,że se wypił niedawno Obydwaj to rosłe wąsate samce po 40 -stce.
Ja akurat tego wieczoru wybierałam się na korepetycje z matematyki. Wogóle to była zima , i już wieczór , ciemno ,śnieg, lodu sobie jakoś tak nie przypominam, no ale ślisko było
No i oni wzięli pralkę i wynoszą, i tak się składało ,że i ja już wychodziłam na tą matę. Mój ojciec jak na wzorowego gospodarza domu przystało wyszedł i panów odprowadził No i wyszliśmy tzn. specjaliści ds. pralek, i ja na schody, a tata jeszcze nie zamknął za nami drzwi , lecz stał właśnie w drzwiach i patrzył i odprowadzał nas wzrokiem oczywiście , no i oczywiscie dawal madre komentarze do panow w stylu:"Ale ostroznie panowie , tam uwazajcie na tych schodach"
Ja już przymierzam się do schodzenia i patrzę na tych dwóch.
Obydwaj silni mężczyźni, wzięli po bohatersku pralke( pełnowymiarowa , normalna pralka , nie jakaś tam praleczka ). Jeden trzyma z jednej strony , drugi z drugiej. No nic tylko podziwiać Ja się dalej patrze i zaczęłam schodzić , a ponieważ schody były śliskie, trzymałam się poręczy i filara. No a panowie nie mieli za co się trzymać No ale nie przesadzajmy nie było jeszcze tak tragicznie. Jeden zlazł troche niżej , ten dziabnięty znaczy się, i schodzi pewnym krokiem lecz powoli, drugi o schodek wyżej , no ale też schodzi. A te schody to nie były jakieś strome , wąskie , czy jak , ot normalne szerokie schody , schodków z 8 czy 9 , ot żadna tam rewelacja schodowa Tylko troche slisko bylo hihi...
No i schodza , idzie im to powoli ale idzie, lecz w polowie zaczely sie jakies problemy
I coz ja widze??? Otoz jednego z nich cos strach obleciał Krok jakis taki niepewny
No i stęka coś tam "Powoli , powoli , czekaj .....". No ale jakoś "obniżyli się " z tą pralką, lecz temu dziabniętemu coś nóżka się chwieje, ale nieeee jednak schodzi , jeszcze schodzi , i już jest na przedostatnim schodku! Mój bohater Ten drugi wyżej , jeszcze trzymają , jeszcze jest dobrze, już prawie zeszli, ja też już schodzę.......nagle BUCH .......
Nóżka na przedostatnim schodku się podwinęła......Drugi pralkę spuścił.....
Ja patrzę , widzę ,chłop leży przed schodami, zupełnie rozciągnięty, a pralka na nim
Leży i się nie rusza.
Ten drugi przerażony w krzyk:"Jezus Maria!! Roman!"
Mój ojciec taka mina
Ja tu sie jakos postrzymuje na sile od smiechu, choc normalnie chybabym prychnela, a tak mi sie strasznie smiac chcialo No ale jakos sie postrzymalam
Postanowilam robic dobra mine do zlej gry i sie nie smiac
No i wyciagnelam pomocna dlon i spytalam sie czy pomoc, bo coz mi innego pozostalo
Tamten jakos pralke z niego sciagnal i pomogl mu wstac , choc Roman byl, trzeba przyznac bardzo zszokowany i fizycznie i psychicznie Jak się zbierali to nie widziałam bo już poszlam stamtad, ale tak mi sie smiac chcialo, ze rechotalam cala droge. Zreszta ja do dzis rechocze jak mi sie to przypomni, i zawsze jak kolezanki chca zebym im to opowiedziala ktorys raz z kolei to takiej glupawki dostaje ze nie jestem w stanie im tego opowiedziec bo mam atak smiechu
Potem smialismy sie w domu wszyscy , ja, mama , brat no i ojciec
Ja z mama to nawet zartowalysmy , ze pewnie jajka mu zgniotlo
Wigilijny poranek. Żona budzi Stefana o 7.00. - Stefan, no Stefan, nie mam masła. Słyszysz? - A co ja na to poradzę. - Ubieraj się i idź do sklepu. - Ale ja nie wiem gdzie jest w sklepie masło. - Wejdziesz, naprzeciwko kasy są lodówki, w pierwszej jest mleko, a w drugiej masło, idź. Stefan wstał, ubrał się poszedł do sklepu. Przeszedł obok kas, podszedł do lodówki, wyjął masło i poszedł zapłacić.
Na kasie stała zajeb***a laseczka. Stefan trochę z nią pogadał, pożartował, a laska niespodziewanie zaproponowała aby poszli do niej. Poszli i troszkę potentegowali. Po upojnym popołudniu Stefan budzi się i widzi, że jest przed 20.00. Wyskakuje z łóżka i mówi do laski: - Masz mąkę? - Mam. - To przynieś szybko i posyp mi ręce. Laska zdziwiona przynosi mąkę i posypuje ręce Stefana, po czym on wybiega z domu. W domu Stefanowi drzwi otwiera żona.
- Stefan gdzieś ty był, rodzina się zjechała, zjedliśmy kolację bez masła. - Gdzie byłeś? - Skarbie, jestem ci winny wyjaśnienie. Otóż poszedłem do sklepu, z lodówki wyjąłem masło i poszedłem zapłacić. Na kasie stała zajeb***a laseczka, trochę z nią pogadałem, pożartowałem, a ona mnie zaprosiła do siebie a u niej trochę zabradziażyliśmy Obudziłem się i szybko przyjechałem do domu. Żona wysłuchała wszystkiego spokojnie i ze zniecierpliwieniem w głosie powiedziała:
- Pokaż ręce. Stefan pokazał obsypane w mące ręce, na co żona: -Pierd***sz, Stefan, znowu byłeś na kręglach.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach