To ja się ustosunkuję
SASANKO - Po "Czarodziejskiej górze" mam obsesję odnośnie tracenia czasu Znienawidziłam wykonywanie prac, których nie lubię, do szału doprowadza mnie wykonywanie czynności, które uważam za bezsensowne. Książka doskonała. Kojarzy mi się z moim seminarium magisterskim i promotorem z białą brodą, rozwichrzonymi włosami, ubranym na czarno i pykającym aromatyczną fajkę, gdy nam o "Czarodziejskiej górze" opowiadał. Kiedy zaproponowaliśmy mu jej omawianie, powiedział: "Muszę ją sobie nieco odświeżyć, bo W TYM TYGODNIU JESZCZE JEJ NIE CZYTAŁEM".
"Na wschód od Edenu" również ogromnie mi się podobało. Co do "Imprimatur" natomiast absolutnie się nie zgadzam. Przeczytałam jednym tchem, byłam absolutnie oczarowana, za to nie mogę przebrnąć przez "Secretum" (w pierwszym poście pomyliłam tytuły i to Secretum właśnie czeka na przeczytanie).
Całym sercem polecam FILARY ZIEMI Kena Folleta (fascynujące, nic w domu nie zrobisz, kwiaty więdną, a mąż głoduje) oraz "Co widziały wrony" (tu trzeba się "rozkręcić" w lekturze, a potem jej wielopłaszczyznowość powala na kolana - genialne).
MADZIU - z "Przeminęło z wiatrem" zbieram kartki, tak jest niesamowicie "zaczytana". Z miłości do tej powieści nigdy nie przeczytam "Scarlett". "Cesarz" potężnie mi się podobał, "Hebanu" nie czytałam, podobnie jak "Imienia róży". Tu kocham film, a Seana Connery'ego uważam za boski wybryk natury w kwestii stworzenia mężczyzny. Jest to absolutnie doskonale przystojny męski twór i w roli ojca Wilhelma powala mnie na kolana.
_________________ Jestem tylko lisem, podobnym do tysięcy innych lisów. Lecz jeśli mnie oswoisz, będziemy się nawzajem potrzebować. Będziesz dla mnie jedyny na świecie. I ja będę dla Ciebie jedyny na świecie...
http://picasaweb.google.pl/Szarania/Kotek
Pozdrawiam.
Przyłączam się do klubu. Też uwielbiam książki, choć teraz naprawdę nie mam kiedy czytać.
Do ulubionych książek na pewno zaliczę Noce i dnie, choć i książka i film wzbudzają we mnie jakiś taki melancholijny nastrój. Też lubię Musierowiczową, Chmielewską, Szwaję... oj mogłabym długo wymieniać. Właściwie czytam wszystko co wpadnie mi w ręce. Potrafię nawet przeczytać jeszcze raz Nienackiego ( i wcale nie mówię o Skiroławkach ), to w ramach powrotu do słodkich lat dzieciństwa.
"Przeminęło z wiatrem" również mi się podobało, a "Scarlett" to jedyna dobra kontynuacja, jaką czytałam. A. Ripley doskonale potrafiła wczuć się w klimat M. Mitchell. Wiedziałyście, że M. Mitchell napisała tylko tę jedną książkę w życiu, bo chwilowo potrzebowała pieniędzy?
Dollianio o czym są "Filary ziemi"?
Akcja dzieje się w XI wieku w Anglii. Jest to historia pewnej rodziny, rozgrywająca się przez 40 lat na tle ważnego wydarzenia historycznego - budowy katedry Kingsbridge, przełomu w architekturze, przejściu ze stylu romańskiego na gotyk. Są tu zdrady, konflikty, miłość, rycerze, heroiczna walka przesympatycznego opata o możliwość postawienia katedry, okrutnicy, gwałt, ojcowska i synowska miłość, poświęcenie, przełamywanie barier i konwenansów, codzienne życie szlachty i wieśniaka w średniowieczu, a nade wszystko - niesamowity klimat średniowieczny i przesłanie - tylko prawdziwa pasja i deternimacja pozwala nam czynić cuda. Książka jest tak piękna, tak "ludzka", że teraz, gdy o niej piszę mam gęsią skórkę. Jeśli wejdziesz np. na stronę Merlina, zobaczysz, jak entuzjastyczne zbiera recenzje. Ken Follet pisze współczesne powieści sensacyjne, średnie, ale ta to jak objawienie, jak "Przeminęło z wiatrem" M. Mitchell. Opat Filip z tej powieści stał się moim ukochanym bohaterem i rywalizuje twardo z Wilhelmem z Baskerville
_________________ Jestem tylko lisem, podobnym do tysięcy innych lisów. Lecz jeśli mnie oswoisz, będziemy się nawzajem potrzebować. Będziesz dla mnie jedyny na świecie. I ja będę dla Ciebie jedyny na świecie...
http://picasaweb.google.pl/Szarania/Kotek
Pozdrawiam.
MADZIU - z "Przeminęło z wiatrem" zbieram kartki, tak jest niesamowicie "zaczytana". Z miłości do tej powieści nigdy nie przeczytam "Scarlett".
ja przeczytałam - nie mogłam pozwolić na takie zakończenie
Sasanka napisał/a:
"Przeminęło z wiatrem" również mi się podobało, a "Scarlett" to jedyna dobra kontynuacja, jaką czytałam. A. Ripley doskonale potrafiła wczuć się w klimat M. Mitchell. Wiedziałyście, że M. Mitchell napisała tylko tę jedną książkę w życiu, bo chwilowo potrzebowała pieniędzy?
musiała ich bardzo potrzebować, bo naprawdę sie postarała. A. Ripley faktycznie wyczuła klimat i chwała jej za to, ale mimo wszystko "Przeminęło z wiatrem"... nie ma sobie równych...
"ja przeczytałam - nie mogłam pozwolić na takie zakończenie "
A o tym, przyznam szczerze, nie pomyślałam
_________________ Jestem tylko lisem, podobnym do tysięcy innych lisów. Lecz jeśli mnie oswoisz, będziemy się nawzajem potrzebować. Będziesz dla mnie jedyny na świecie. I ja będę dla Ciebie jedyny na świecie...
http://picasaweb.google.pl/Szarania/Kotek
Pozdrawiam.
Co do "Nocy i dni". Książkę tę czytałam kilkanaście razy, jak nie kilkadziesiąt. Pierwszy raz jak miałam 15-16 lat. Za każdym razem "ze zrozumieniem". I za każdym razem zauważałam coś nowego, odkrywałam NOWY wątek, NOWY problem do rozwiązania. Ja rosłam i dojrzewałam razem z nią. Swoją drogą nie czytałam jej już z pięć lat, czyli pora przeczytać. Moje dzieci trochę dorosły, więc pewnie znowu odkryję coś nowego. Nie wiem, czy dobrze to wytłumaczyłam.
Bardzo dobrze. Masz całkowitą rację. Ja czytałam ją ostatnio w wieku pierwszej miłości. Myślę, że teraz, po 10 latach, powinnam przeczytać jako mężatka. To bardzo odkrywcze, co napisałaś, Aniu.
_________________ Jestem tylko lisem, podobnym do tysięcy innych lisów. Lecz jeśli mnie oswoisz, będziemy się nawzajem potrzebować. Będziesz dla mnie jedyny na świecie. I ja będę dla Ciebie jedyny na świecie...
http://picasaweb.google.pl/Szarania/Kotek
Pozdrawiam.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach