Mam straszne ilości fasolki szparagowej. Klęska urodzaju. Pojemność zamrażarki ograniczona . Za to mam mnóstwo małych słoiczków. Ktoś za przepis, żeby tę fasolkę zagospodarować?
Aiszo, nie zaglądałam tu długo.. Znalazłaś jakiś pomysł na fasolkę? Ja w tamtym roku wyłącznie mroziłam, bo czasu mi na nią nie starczyło.. Ale też chętnie jakiś przepis zgapię, bo dużo jej jeszcze.
Nie, nic nie znalazłam. W zamrażarce skończyło mi się miejsce . Zrobiłam tylko fasolkę konserwową w słoikach według starych przepisów z "Kuchni Polskiej".
Podobno dobry przepis na fasolkę, niestety ja dostałam go kiedy mi już się moja fasolka skończyła:
Fasolka po grecku
3kg fasolki szparagowej w kawałki
60 dag cebuli w kostkę
60 dag marchwi na grubej tarce
9łyżek cukru
3 łyżki octu
3 łyżki soli
1 szklanka oleju
2 słoiki koncentratu pomidorowego
1 liść laurowy
3 ziela angielskie
pieprz do smaku
Fasolkę obgotować, cebulę i marchew dusić i jak będzie miękka dodać ocet, cukier, fasolkę i resztę, dusić 15 minut, w słoiki i pasteryzować 20 minut
Mam mnóstwo sprawdzonych przepisów na różne przetwory, jak będę miała czas to przejrzę wszystkie posty i podopisuje niektóre przepisy, nawet zdjęcia powklejam gotowych przetworów jakie mam w piwnicy.
Kobietki, co ja dzisiaj widziałaaaaam.... wrzucam w przetwory bo nie wiem gdzie indziej, a koniecznie chę Wam pokazac!
Rozchodzi się o przecier pomidorowy. W sumie taki, jak już poprzednio pokazywałam. Pomidorki się pokroiło (75 kg) dodało pokrojoną i wyczyszczoną słodką paprykę (5 kg) i liście selera, bazylii, pietruszki (razem pół reklamówki), kilka pokrojonych cebul. Po 2 godzinach gotowania wszystko przertarliśmy maszynką, posoliliśmy i poszło w butelki. I teraz tak - po przetarciu nie było drugi raz gotowane, a zamiast tego pełne butelki poszły do pieca. Piec jest w domu i kiedyś piekło się w nim chleb i robiło przetwory - pomidory, kaki, i licho wie co jeszcze.
Najpierw do pieca poszło drewno, zrobiliśmy duży ogień, zamkneliśmy i jak już z drewna zostały węgielki to je wybraliśmy, pozamiataliśmy w piecu i powkładaliśmy butelki z przecierem. Na koniec poszły właśnie te węgielki rozżażone. Między nie i butelki weszły 2 cegły, żeby flaszki nie popękały od kontaktu z żarem. Piec zamknęliśmy i to tam sobie będzie siedziało aż całkiem wystygnie (kilka dni). Wiecie, kurcze... pod wrażeniem jestem. Wyszło nam około 45-50 litrów przecieru, oczywiście jest w mniejszych butelkach. Od 8 rano do 13 mamy już wszystko skończone, umyte, śladu nie ma. A jak pomyślę, że kiedyś w domu z mamą robiliśmy 30 kg truskawek w sloiki i kuchnia byla 2 dni zafajdana... Niżej są fotki z dzisiejszej akcji, niestety komórką
Tu jak już piec był nagrzany i wybierałyśmy z niego żarki
Tak wygląda z bliska a tak jeszcze bliżej
A tu już załadowane butelki, cegły i żarki, na chwilę przed zamknięciem
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach