Mimo, że obiecałam sobie, że na razie koniec z zakupami kwiatowymi, nie powstrzymałam się od wejścia dziś do kwiaciarni. No i oczywiście z pustymi rękami nie dało się wyjść. No ale to pewnie znacie, jak to się mówi, z autopsji.
W każdym bądź razie zanabyłam roślinkę w przekonaniu, że to hoja lacunosa (taka z serduszkowymi listkami jaką ma Petra). Wracam do domku i hops do sieci, żeby sprawdzić (no bo to było w tej samej kwiaciarni w której kupiłam niegdyś dischidię myśląc, że to hoja). No i jak myślicie co? Moje obawy się potwierdziły... Okazuje się, że przytargałam do domku kolejną dischidię. Tym razem odmiana ruscifolia. Oto fotki:
Hszonszczu, gdy będziesz rozdysponowywała te cudeńka, nie zapomnij o mnie. I wracaj tu, gdzie czeka na Ciebie stado wygłodniałych hojomaniaczek , po co się masz gdzieś tam ciągać (no, chyba że wracać będziesz z takimi łupami ).
Pozdrawiam
Paolka, no to masz już niezłą kolekcję nie-hoi Nauczona Twoim doświadczeniem nie kupiłam dziś roślinki, której liście do złudzenia przypominały hojowe, ale pani się zarzekała, że to nie hoja (jednocześnie nie pamiętając co to jest ). Nie kupiłam jej, nie dlatego, że dischidia mi się nie podoba, tylko, że roślinka była w stanie... hmm mówiąc delikatnie... wskazującym... ledwo trzymała się na .... liściach (za to jej cena nieźle się trzymała - 28 zł).
A' propos szmuglowania przez granicę zieleniny - czy drogą powietrzną jest szansa na przewiezienie czegokolwiek?
I moje drugie pytanie: pisze na forum jedna niewiasta ze słonecznej Italii - czy kojarzycie jej nick?
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach