Nie bójcie się wystawiać negatywy, potem inni kupujący będę ostrzeżeni o waszych niemiłych sytuacjach i będą bardziej ostrożni kupując od danej osoby.
No tak, ale z drugiej strony...
Moim zdaniem negatyw należy wystawić tylko wtedy, kiedy mamy absolutną pewność, że sprzedający zawalił. W przypadku roślinek chyba o to trudno...
Pomijając przędziorka, bo to ewidentna sprawa, inne problemy mogą przecież być wynikiem osłabienia roślinek w podróży - przecież w transporcie różne rzeczy się moga przydarzyć, taka jest prawda...
Kochane, wyhamujcie trochę . Może szczegóły reklamacji uwzględnicie na pw?
Aniu, ale chodzi o to, że Pani "dolnyśląsk" nie chciała w ogóle rozmawiać o tych warunkach po prostu uznała, że to moja wina choć bella przysżła juz chora i skończyła tragicznie. Oczywiście dzięki Tobie znów mam belle i nie zapeszać, ale świetnie rosnie
co do multiflory to powiem że nie raz ją zamawiałam - i nie pomyślcie że staję w obronie Pani dolnyslask ale jestem w tym bezstronna - one bardzo ciężko znoszą podróż w zamknięciu - zamawiałam u shirleya w tym roku 10 sadzonek multiflory wariegaty i 10 sadz. multiflory sprecles - i niestety wariegata przeżyła chyba tylko jedna u Moni (Moniu chuchaj na nią bo kiedyś uśmiechnę się o szczepkę) - sprecles chyba bardziej odporna bo padły tylko 4sztuki - nie jest to najłatwiejsza hoja ani do ukorzeniania, ani przesyłania. To że do kogoś przyszła cała i zdrowa albo szczepka się ukorzeniła bez problemu świadczy tylko o tym że trafił mu się wyjątkowo silny egzemplarz lub szczepka.
I jeszcze jedna uwaga - rośliny na zdjęciach są piękne i zdrowe to że rozwija się jakaś choroba nie zawsze widać i nie zawsze przykłada się do pierwszych objawów uwagę - ostatecznie Ci co sprzedają nie są z wykształcenia botanikami czy specami od chorób a tylko sprowadzają rośliny częściowo z chęci zysku a częściowo z zamiłowania do roślin.
Nie mówcie mi że nigdy nie kupowałyście w kwiaciarniach czy w centrach ogrodniczych roślin które po pewnym czasie nie zaczęły chorować?
Osoby które uprawiają storczyki wiedzą jaki procent roślin może paść po zakupie.
To że chorują to jest naprawdę przykre i rozumiem wasze rozgoryczenie bo sama boleję nad moimi szczepkami multiflory ale tak się zdaża - ostatnio padła mi nawet po przesadzeniu hoja onychoides sprowadzona za 24euro + 23euro przesyłka i co ? mam napisać do sprzedającego że dostałam słaby egzemplarz?
i niestety wariegata przeżyła chyba tylko jedna u Moni (Moniu chuchaj na nią bo kiedyś uśmiechnę się o szczepkę)
O rajuniu, dopiero teraz się zestresowałam Becia, jak tylko hoja przeżyje (a wszystko wskazuje na to, że tak ) to szczepkę masz u mnie na bank. Tak mi przykro, że wszystkie pozostałe sadzonki nie przeżyły
Wobec tego, co napisała wyżej Probeta, chyba pozostaje mi życzyć sobie (i nam) zakupów u takich sprzedawców, którzy w opisie swoich aukcji, oprócz tekstów typu "musisz ją mieć" czy "spraw sobie odrobinę luksusu", czuliby się zobowiązani podać też potencjalnemu klientowi informację o ewentualnych, charakterystycznych dla danego gatunku, zagrożeniach. Myślę, że zamieszczenie przez sprzedającego uwagi: 'roślina bardzo źle znosi warunki transportu' albo 'szansa, że oferowana przeze mnie sadzonka ukorzeni się, jest - zwłaszcza o tej porze roku i w standardowych warunkach - niewielka', pomogłoby kupującemu w podejściu do zawieranych transakcji z większym dystansem.
Uprzedzony o tym wcześniej, a mimo to decydujący się na zakup, nabywca np. hoi multiflory zapewne nie czułby się aż tak zbulwersowany po rozpakowaniu przesyłki, widząc że roślinie odpadły podczas transportu wszystkie liście. Sprzedający zaś nie musiałby - chcąc się wybielić - zrzucać całej winy na niewłaściwe obchodzenie się z rośliną przez "poczciarzy"...
niestety wariegata przeżyła chyba tylko jedna u Moni
Ja zamawiałam całą roślinę a nie nieukorzenione sadzonki...
Ponieważ przyjechała w całości a liście zrzuciła 2 dni później to nie skadałam reklamacji bo uznałam że to problem transportu/ zmiany otoczenia.
Ale w przypadku Ani, ciemne plamy na liściach nie powstają w 1 dzień. Roslina musiała być chora wcześniej. Sami przyznacie, że oferowanie chorych roślin w cenie zdrowych okazów... nie bardzo jest fair i nie ma co się dziwić reklamacjom.
Zresztą prawo mówi wyraźnie o prawie do odstąpienia od transakcji w przypadku zakupów przez internet...
A co do centrów handlowych... własnie ze względu na butę sprzedawców i nieuznawanie reklamacji mamy taką jakść kwiatów, nie inną. Jeżeli sprzedawca może odrzucić każdą reklamację to po co ma się starać? Zawsze może powiedzieć że klient w domu sobie 'popsuł' roślinkę.
Wracając do obiektywizmu... myślę że każdy z nas BARDZO się cieszy z nowego nabytku i z pewnościa nie jest skłonny do odsyłania rośliny. Roślina musi być w naprawdę złym stanie żeby 'hojomaniaczka' zdecydowała się ją oddać po dobroci
Przecież to widać po postach ... gdzie dzień po dniu dziewczyny wypatrują listonosza...
O!!! i tu się zgadzam w 100% z Tobą że :
"Zresztą prawo mówi wyraźnie o prawie do odstąpienia od transakcji w przypadku zakupów przez internet..." - tylko czasami też trzeba to poczytać bo może być to skórka za wyprawkę.
Ale sądzę że sprzedająca gdyby uznała te plamy za groźne to też by chyba poinformowała kupujących - a może ja naiwna jestem?
Ja również sprzedawałam roślinki ze zmianami ale uznałam je za niegroźne dla rośliny - sama taki egzemplarz nabyłaś Tellerko i widziałaś taki sam u mnie - choć gdyby ktoś napisał że mu to akurat przeszkadza to oczywiście zwróciłabym pieniądze i przyjełabym roślinę z powrotem - jak narazie ja nie mam reklamacji i sama takich nie składałam. Może dlatego że chęć posiadania rośliny nawet kosztem ratowania jej była u mnie większa niż napisanie i oddanie jej sprzedającemu.
Beatko, tu było zupełnie co innego. Po 1. cena inna, po 2. widziały gały co brały. Byłam, oglądałam, wybrałam.
Moim zdaniem to do klienta powinna należeć decyzja czy chce 'ratować' roślinę. Tylko że te rośliny 'do ratowania' rzadko są kupowane w sklepie po pełnej cenie...
Tylko że te rośliny 'do ratowania' rzadko są kupowane w sklepie po pełnej cenie...
A! I tu się mylisz
Kiedy jadę na zakupy do "pana od hibiscusów" (i skrętników tudzież) z góry nastawiam się na to, że zanabyte rośliny w większości będą wymagały natychmiastowej interwencji. Godze się na to wychodząc z założenia, że tych wszystkich gatunków, które on posiada, gdzie indziej łatwo nie kupię. Jest też założenie nr 2: mając taką ilośc roślin, nie sposób o każdą indywidualnie zadbać i każdej zapewnić optymalne warunki. Dlatego jak najdalsza jestem od twierdzenia, że pan o rośliny nie dba - bo dba, w miarę swoich możliwości.
tellerka napisał/a:
widziały gały co brały
No tak, ale to uroda zakupów internetowych, że kupujesz coś, co do końca nie wiesz, czym będzie... W przypadku roślin to nawet tym większe ryzyko, bo "towar" może w podróży zmienić swoje "właściwości".
Natomiast zgadzam się całkowicie z opinią, że w opisie rośliny powinna znaleźć się informacja o tym, czy jest to roślina łatwa, czy trudna w uprawie, oraz o optymalnym czasie dla ukorzeniania sadzonek.
Nie wiem, może ja też trochę naiwna jestem, ale trudno przychodzi mi posądzić kogoś o złą wolę... Pamiętam, kiedyś kupiłam na aukcji wielki bursztyn, za ciężkie pieniądze. Bursztyn okazał się fantastyczną podróbką, zorientowałam się dopiero, kiedy chciałam go szlifować... Do dzisiaj nie potrafię sobie wyobrazić, że sprzedający wiedział, co sprzedaje
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach