Matkę tych "dzieciaków" ma moja znajoma której od czasu do czasu coś reperuję z garderoby i kartą płatniczą były listki od jej "smużystego błękitu paryskiego".Cos mi się mocno wydaje,że mama tego co sie wyrodziło z tych listków -to tez mocno zmanierowana jak moja znajoma-jak zobaczyła te kwiatuszki to tak sie skrzywiła jakbym przymuszała ją do wypicia beczki octu...-"No jak mogło z mojego kwiatka takie byle co wyrosnąć"...-Dla mnie jest to JEJ byle co urocze,a Miki oczu z tych kwiatuszków nie spuszcza jak je podlewamy Łapcie do konewki wsadza i chyba sprawdza czy woda nie jest za zimna
Najpewniej była to chimera i stąd tak zróżnicowane roślinki raz z przewagą granatru,niebieskiego,fioletu,raz barwa ledwie muśnięta,ale ciekawsze będą(mam taką nadzieję) kolejne-wnuki tych dzieci i już się do nich rozmnożenia przygotowuję.
Z tymi dziećmi chimer juz tak jest... nawet w tej samej roslinie, jak widać, róznią się kwiatki między sobą. Jagódko, matka jest niebieska w białe paski czy biała w niebieskie?
Ja mam od Jagódki taki sam jak jej bordowo-biały (jak ja mówię 'z biała brodą' - ten ma chyba trwały kolor jeżeli obie mamy taki sam
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach